- Ty, a co ja mam właściwie podać na tej imprezie? Przecież samego torta nie podam.
- Bo ja wiem... Olga zrobiła grilla ostatnio, wiesz, z Wiktorem grilla zrobili, zimno jak chuj, ale oni grilla robią, to niech mają. No to poszłam w puchówce i ci powiem, mięs było w bród zamiast kiełbasy, karkówka, żeberka, udka, tylko strasznie wszystko pokątne zrobiła.
- Hiehiehiehie, pikantne raczej.
- Oj tam, pokątne, pikątne, jeden chuj, źle mi się powiedziało, buzia mi zmarzła. No ale wszystko umaczała w tym czili, na egzotycznie, i ci powiem tak: żreć się tego nie-da-ło, takie palące. I jeszcze mi w puchówce powypalało dziury.
- Pierdzielisz! Od czili?
- No co ty, od iskier, jak skwierczało to mięso, a wszyscy się przy grillu cisnęli, bo było zimno jak chuj. Ale to żarcie, mówię ci, samo czili. Nie-ja-dal-ne.
- Ja nawet lubię ostre, mi nie przeszkadza.
- No dobra, ostre to ostre, ale ona przegięła. Wzięłam to do pyska i gryzę, i Olga się nagle patrzy na mnie, a ja tak: CHHHH! CHHHH! CHHHH! No to mi piwo dała dopiero. I też nie Warkę, nie nic, tylko jakieś portery powymyślane. Mocne, nie powiem, ale paskudztwo. Ledwo nie wyplułam, dopiero drugi łyk mi jakoś wszedł. No i w tym czili wszy-ściu-tko.
- Ja byłam na grillu też kiedyś, u takiej jednej z pracy mojej koleżanki. Z Kamilem żeśmy poszli, bo zaprosiła z osobą towarzyszącą. Ludzi jej się naszło w pip. No to ta znowu też zrobiła egzotykę, tylko że surowe ryby dla odmiany.
- Nie dopiekła?
- Nieee, dała to takie susi, co się pałeczkami je. Moda jest ostatnio na to.
- Na grilla? Debilka jakaś?
- No nie no, to było na przystawkę, na szczęście kiełbacha też była. Nakupiła tego w Auczanie, żeby dla wszystkich było, kasy wydała jak głupia, i my dawaj za te pałeczki, i nikt nie umiał, latało toto wszędzie, to w końcu kazała jeść palcami. Zjadłam tego, nawet smaczne, tylko Kamil nie pojadł, bo jak pomyślał o tej surowicy, to go zmuliło. A tu ani wódki, ani nic. Niebezpiecznie takie surowe bez wódki. Był tylko jakiś winiacz z Lidla, szato-sratato. Dobrze że była kiełbasa, to pojadł. Ja sobie pomyślałam, że chociaż ja będę francka-elegancka, no i tą chińszczyznę wpierdzielałam. Do tego też się takie wściekłe zielone daje, łasake jakoś, nie pamiętam. Ale powiem ci, najeść to się tym nie najesz. Potem idziemy i ja do Kamila tak: kurde, grill po chuju, głodna przyszłam, głodna wychodzę, hiehiehiehie.
- No bo bez sensu takie wydumki. Tak se myślę. Skrzydełka z kurczaka zrobisz normalnie, w takiej marynacie: kary, asafetyda, miód i sos sojowy, do piekarnika to na godzinę, i jeszcze nerkowce w tym sosie zapiec, i to podasz z ananasem w tych bambusowych miskach z Ikei, i będzie po tradycyjnemu, elegancko, i się nie narobisz. Takie to każdemu smakuje, a nie tam, czili-srili.
- A do picia co myślisz?
- To może szoty z tekili, ale nie z solą i cytryną, tylko z cynamonem i pomarańczą, bo takie zwykłe to już nuda.
- No, niezły pomysł. A jeszcze ci powiem: tamta kawę jak podała, to w takich filiżankach, że normalnie...
- W na jeden łyk takich? No ale to mocna wtedy jest w takiej małej, nie?
- No mocna jak czort. Aż mnie wykręciło. A Kamila to po tej skośnej rybie muliło do rana.
- Mówiłaś, że nie jadł?
- No nie jadł, ale na samą myśl…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz